74 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

1
34

1 sierpnia to niezwykle ważny dzień w polskiej sferze publicznej i swiadomości Polaków. 74 lata rozpoczął się zryw przeciw okupującym Warszawę wojskom niemieckim. Powstanie miało dwie wymiary. Militarny przeciw Niemcom, polityczny przeciw ZSRR, miało powstrzymać rozpoczęty przez Stalina proces wasalizacji i sowietyzacji Polski. Miało również wymiar ludzki, najważniejszy, najtragiczniejszy.

Przez 63 dni powstańcy heroicznie walczyli z przeważającymi siłami niemieckimi, bez wsparcia ze strony Armii Czerwonej, która na polecenie Stalina wstrzymała ofensywę na kierunku warszawskim. Z bardzo ograniczonym wsparciem ze strony aliantów, praktycznie bez znaczenia. Przez 63 dni słabo uzbrojone oddziały powstańców samotnie toczyły bój o wolność Warszawy. 3 października1944 roku podpisano kapitulację.

Jednak nie te fakty , o których uczą w szkole i które, zakładam, zna każdy Polak, są tak bardzo uderzające. Najbardziej szokujący, wywołujący do dziś emocje, jest aspekt ludzki Powstania, który znajdziemy we wspomnieniach żyjących jeszcze powstańców. W momencie wybuchu Powstania mieli po 16, 18 lat. Nie wahali sie. Nawet dziś, 74 lata później nie wyobrażają sobie, że mogliby postąpić inaczej.

Generał Zbigniew Ścibor-Rylski, ps. „Motyl”. Gdy wybuchło Powstanie miał 27 lat, dowódca kompanii. Wspomina, że pierwsze dni Powstania to była euforia, że lada chwila przyjdzie pomoc. Nie przyszła. Najtrudniejsze dla niego było patrzenie na matki, krtóre nie miały czym nakarmić swoich niemowląt. Nie narzekały. Rozumiały sens tego zrywu. Niebawem skończy 102 lata.

Edmund Baranowski, ps. „Jur”. 20 lat w momencie wybuchu Powstania. Był jednym ze starszych uczestników. Do dziś czuje się odpowiedzialny za chłopców 16- 17-letnich,którzy  z nim walczyli i ginęli. Wstrząsające są slowa dwóch matek, które odnalazł i poinformował, gdzie pochowani są ich synowie – „Gdybyś po niego nie przyszedł, toby żył”. Te słowa prześladują go do dziś. Ale zarówno dla niego jak i dla poległych kolegów poczucie obowiązku było najważniejsze.  W tym roku kończy 94 lata.

Anna Jakubowska, ps.”Paulinka”. 17 lat gdy wybuchło Powstanie. Wspomina, że było ono marzeniem tej młodzieży, że wyzwolą swoje ukochane miasto. Pełni zapału, wiary. Była sanitariuszką. Straciła w Powstaniu siostrę. Widziała jak kobietom ginęły na kolanach małe dzieci, bez pomocy, bo powstańcy nie byli w stanie udzielić jej wszystkim.

Wanda Traczyk-Stawska, ps. „Pączek”, 17 lat, łączniczka. Najgorszy moment to kapitulacja, odbierana przez sdamych powstańców jako tchórzostwo. Kiedy po kapitulacji Niemcy prowadzili ich pod bronią ulicami zrujnowanej Warszawy, wybiegały do nich matki, szukały pośród powstańców swoich dzieci, które 1 sierpnia wyszły walczyć o wolność. Wspomina nieprawdopodobną odwagę tych kobiet, które ich nie przeklinały, ale żegnały. Wtedy przyszła refleksja, że mimo przegranej, dobrze wykonali zadanie.  Czasem bywa zawstydzona, kiedy traktuje się ją jak bohaterkę. Obecnie pani Wanda ma 91 lat.

Jan Bohdan Gliński, ps. „Gbur”, 29 lat gdy wybuchło Powstanie. Lekarz. Nie miał żadnych wątpliwości, że trzeba iść do Powstania. Najgorsze wspomnienie, widok pędzonych przed niemieckim czołgiem ludzi, cywilów, do których Niemcy otworzyli ogień. Dziś ma103 lata.

Juliusz Kulesza, ps.”Julek”, 16 lat, łącznik i strzelec. Decyzja o udziale była dla niego oczywista. To był wyznacznik losu tego pokolenia. Po pięciu latch okupacji Powstanie było jak łyk świeżego powietrza, reakcją na makabrę okupacji. W słowie „powstanie” była magia, wiedzieli, że biorą udział w czymś wielkim. Podkreśla bezinteresowność jego kolegów i koleżanek, którzy poszli w bój. Nie było kalkulacji. W tym roku obchodzi 90te urodziny.

Eleonora Galica-Zaremba, ps. „Maja”, 16 lat, łączniczka. Należała do jednych z najmłodszych uczestników, nigdy sie nie wahała, czy pójść do Powstania. Ci młodzi ludzie nie spodziewali się , że Powstanie będzie miało tak dramatyczny przebieg. Pchały ich marzenia o wolnej Polsce, byli młodzi, wrażliwi, odważni. To miało rekompensować braki organizacyjne. Obecnie 90 lat.

Płk Kazimierz Klimczak, ps. „Szron”, 30 lat, dowódca po szkole kadetów. Wspomina, że ostrzegał ochotników, którzy się zgłaszali do walki, że to nie przymus, że mogą wrócić do domów. Nikt tego nie zrobił, przychodzili jak ptaki. Zgłosił się nawet 12 letni chłopiec, któremu jednak nie pozwolił walczyć.  Czuł odpowiedzialność za życie i śmierć powierzonych jego dowództwu chłopców, którą zresztą bardzo przeżywał, każdą jedną, każdego utraconego powstańca. 104 lata obecnie.

Andrzej Wiczyński, ps. „Antek”. 18 lat, dowódca plutonu, który składał się głównie z 14- i 15-latków. Nie bał się o swoje życie, bał o tych wspaniałych chłopców, którzy szli do natarcia z pogardą śmierci, z olbrzymim patriotyzmem, wolą walki i zwycięstwa. Jego zdaniem Powstanie było wielką pomyłką, choć musiało do niego dojść. Tego roku skończy 92 lata.

Hanna Stadnik, ps. „Hanka”, 15 lat, sanitariuszka. Szła do Powstania z nastawieniem, że tak po prostu trzeba. Wspomina, że czuło się w dzień wybuchu Powstania pragnienie odzyskania wolności. To był drogowskaz, za ktorym szli, bez względu na konsekwencje. Najgorszym wspomnieniem jest dla niej śmierć kolegi, z którym bawiła się w parku Dreszera w berka przed wybuchem tego zrywu. 89 lat .

Wiele łączy tych ludzi. Młody wiek w momencie wybuchu Powstania, entuzjazm, wiara w zwycięstwo, pragnienie odzyskania wolności, życia w wolnej Polsce, ich ukochanej Ojczyźnie. Gotowi byli oddać życie za tę ideę. Wspomnienia wciąż wywołują w nich emocje, trauma pozostała w nich na całe życie, niejednokrotnie nie potrafią się pogodzić, że udało im się przeżyć, gdy obok nich ginęli ich koledzy, którzy mieli przecież przed sobą całe życie.  Trauma jak najbardziej zrozumiała, , bo trudno, żeby taka tragedia nie pozostawiła rysy w człowieku. Wspominają biało-czerwone flagi, którymi zakwitła Warszawa. Tę atmosferę uniesienia i wiary, że wolność już blisko, dla siebie i ukochanego miasta, wydarta własnymi rękami. To miał być dar dla mieszkańców, hołd złożony Ojczyźnie. Nie wyobrażali sobie, nie przewidywali innego obrotu sprawy.

A samo Powstanie miało przebieg dramatyczny. Pociągnęło za sobą, jak szacują historycy, 200tys. ofiar wśród cywilów, 10tys zabitych żołnierzy, 6tys zaginionych, 20tys rannych, 15tys wziętych do niewoli. 600tys cywilów wypędzonych z Warszawy i okolic, z czego 150tys wywiezionych na roboty przymusowe lub do obozów koncentracyjnych. Lewobrzeżna Warszawa legła w gruzach.  Takie były koszty zrywu. Ci żyjący powstańcy mają tego świadomość, nie zmienia to faktu, że zrobiliby to kolejny raz. Bo to było pokolenie wychowane w trudnych czasach, ale w duchu patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny.

Mówią, że odchodzą powoli na wieczną wartę. Proszą o pamięć, o hołd dla tych nastolatków, którzy „oddali dusze Bogu, serce Ojczyźnie a wolność kolejnym pokoleniom” w heroicznej walce. Cena, jaką zapłacili powstańcy i mieszkańcy Warszawy, aby przyszłe pokolenia mogły żyć w kraju wolnym od okupanta, cieszyć się i korzystać z tej wolności. I choć kwestionuje się i trwają spory dotyczące zasadności wybuchu Powstania, nikt z nas nie powinien kwestionować jego ludzkiego aspektu. Winniśmy powstańcom hołd, cześć a przede wszystkim pamięć nie tylko w godzinie „W” 1 sierpnia o 17.00.

 

 

 

 

 

1 KOMENTARZ

  1. Moja babcia była pielęgniarka podczas powstania warszawskiego w Szpitalu na Lindleya który znajduje się praktycznie kilka kroków od dworca centralnego. W wieku 75lat nie pamiętałą co się wydarzyło godzinę wcześniej, co jadła na śniadanie tego samego dnia ale pamiętała każdy szczegół z dnia powstania warszawskiego, zapamiętała każdą osobę która pomagała się ewakuować ekipie medycznej ze szpitala do polówki w linii otwockiej, zapamiętała każde słowo które usłyszała od mijanych ludzi. Do dziś zachowały się fragmenty ścian i murów tegoż szpitala z okresu powstania, który jako jeden z kilku wręcz na sródmieściu nie został doszczętnie zburzony i odbudowano go na oryginalnych fragmentach w których tkwią dalej kule wysrzelone przez niemieckich oficerów to jest jeden z niewielu zachowanych namacalnych pamiątek tego tragicznego pełnego dnia chwały ludzi którzy próbowali wstać z kolan.